Lutek, co miał szałas na połoninie

  • Add feedback:
  • Manufacturer: Ruthenus
  • Weight: 0.67 kg
  • Availability: Mało
  • 39.00 zł

Edward Marszałek

Lutek, co miał szałas na połoninie

264 stron plus wkladka barwna 8 stron formatu 17,5 x 21 cm, 170 ilustracji, oprawa twarda. Ruthenus, wyd. I, Krosno 2020

ISBN 978-83-7530-684-2

Edward Marszałek

Lutek, co miał szałas na połoninie

264 stron plus wkladka barwna 8 stron formatu 17,5 x 21 cm, 170 ilustracji, oprawa twarda. Ruthenus, wyd. I, Krosno 2020

ISBN 978-83-7530-684-2

 

O Lutku Pińczuku, słynnym bieszczadniku, śpiewać zaczęto przed ponad pół wiekiem, gdy na festiwalu opolskim w 1964 roku pojawił się Tadeusz Woźniakowski z piosenką „Ballada bieszczadzka", która błyskawicznie stała się wielkim przebojem. Na każdym weselu czy zabawie ludowej śpiewano wówczas: Mam szałas na połoninie, piękniejszy niż w mieście dom... Bieszczady miały już wielką moc przyciągania, a słowa ballady ożywiały wyobraźnię. Tylko nieliczni wiedzieli, że podmiotem lirycznym i bohaterem tego szlagieru jest Ludwik Pińczuk — młodzian, który wymarzył sobie życie wśród gór i energicznie za spełnianie tych marzeń się zabrał.

Wyremontowawszy niszczejący schron na Połoninie Wetlińskiej, uczynił z niego jedno z najpopularniejszych miejsc w polskich górach. Zamieszkał tam ze swym koniem, który polubił siana woń, by wreszcie sprowadzić do schroniska „pannę w sukni niebieskiej, co oczy niebieskie ma”.

Ale przyszedł czas, że musiał opuścić swoją chatkę wśród chmur. Potem bywało różnie: zbierał jagody, zrywał drewno w lesie, wypalał węgiel... Najdłużej zatrzymał się na campingu PTTK w Ustrzykach Górnych.

Wreszcie w 1986 roku powrócił na Połoninę. Ponownie remontował schronisko, zmienił na nim dach, obłożył przewiewne ściany piaskowcem, przystosował do przyjmowania większej liczby turystów. Zamiast konia służyła mu już wyższa technika: zimą wjeżdżał do schroniska skuterem śnieżnym, latem zaś swoim słynnym gazikiem. Jako gospodarz obiektu i jedyny stały mieszkaniec Połoniny stał się bieszczadzką legendą jak biesy, czady, dusiołki czy biała dama z sobieńskiego zamku. Tyle tylko, że legendą całkowicie żywą.

 

Chatki Puchatka już nie ma. Tym bardziej warto zachować w pamięci jej niepowtarzalny klimat, stworzony w minionych dziesięcioleciach głównie przez człowieka, któremu wymarzył się ten szałas na połoninie, i który potrafił te swoje marzenia realizować z wielką, determinacją. Spełniał się jako zbieracz runa, traper, organizator bazy turystycznej, goprowiec... Ale warto podkreślić, że był też prekursorem turystyki konnej w Bieszczadach, a w siodle przewędrował zarówno polskie Karpaty, jak też niemały szmat Rzeszowszczyzny.